Uff, przerwa świąteczna. A co za tym idzie? Chwila wytchnienia, brak rodzeństwa w domu, czyli święty spokój i w skupieniu mogę brać się za następny rozdział.
______________________________________________________________
No świetnie, więc zabłądziłam - pomyślała, krążąc między drzewami. Miała już tego serdecznie dość, było jej zimno i bolały ją nogi.
W lesie było wilgotno. Był ranek, słońce nieśmiało przebijało się przez gałęzie drzewa. Pola była ubrana tylko w szarą sukienkę przed kolana, jedną z jej ulubionych. Nie miała nawet na sobie butów. Lubiła chodzić bez, tak jej wygodniej. Zmęczona długim spacerem usiadła pod jednym z drzew zastanawiając się co dalej. Nagle do jej głowy wpadła głupia i dziwna myśl, że ewentualnie może wychować się wśród wilków. Jeżeli tu są jakieś.
Nie wiedziała ile tak już siedziała wpatrując się w mrówki, w tym miejscu czas zdawał się nie płynąć. Zdecydowała jednak, że pójdzie dalej. Po paru minutach natrafiła na jakąś ścieżkę i poszła wzdłuż niej. Po pewnym czasie drzewa zaczęły się przerzedzać, po czym jej oczom ukazała się piękna polana. Była pokryta wyjątkowo zieloną trawą, gdzieniegdzie rosły kwiaty we wszystkich kolorach tęczy. Najbardziej jednak zdziwiło ją co znajdowało się na samym środku polany. To był smok. Najprawdziwszy smok.
Pola otworzyła szeroko oczy, a uśmiech sam wszedł jej na twarz. Był piękny. Pokryty ciemnozielonymi łuskami, które połyskiwały w słońcu. Nagle spojrzał w jej stronę, a dziewczyna wstrzymała oddech. Wpatrywała się w jego duże, żółte oczy, nie mogąc ruszyć się z miejsca. W końcu oblizała wargi i zrobiła krok do przodu. Żółte oczy nie spuszczały z niej wzroku. Starając się nie zrobić żadnego gwałtownego ruchu powoli zmierzała w stronę pięknego stworzenia. Po paru metrach jej kroki stały się jednak szybsze i pewniejsze, była jak zahipnotyzowana. Jakby podświadomie wiedziała, że nie grozi jej żadna krzywda. Im była bliżej, tym bardziej zapierało jej dech w piersiach. Gdy znalazła się w odległości paru kroków, zatrzymała się, jakby nie pewna, czy może podejść bliżej. Smok przechylił głowę na bok i przyjrzał się intruzowi. Przysunął głowę bliżej dziewczyny, a ona wyciągnęła rękę i trochę niepewnie dotknęła głowy smoka. Odetchnęła głęboko, gdy smok nie zareagował. Pod palcami czuła lekkie wibracje. Po chwili jednak odsunął głowę i wstał. Zrobiło to ogromne wrażenie. Stała teraz w cieniu ogromnego smoka, z zadartą głową i szeroko otwartymi ustami. Otaczała go pewna aura tajemniczości i potęgi. Po chwili pochylił się w dół. Wyglądało to zupełnie tak, jakby pozwalał się dosiąść. Tym razem nie zawahała się ani chwili i nieudolnie wspięła się na jego grzbiet. Objęła jego szyję, niezadowolona z tego że nie może siedzieć prosto, bo by upadła. Smok powoli podniósł się rozpostarł skrzydła, po czym wzbił się w powietrze. Dziewczyna zacisnęła oczy, by po chwili je otworzyć. Wzbijali się coraz wyżej i kierowali na południe. Ostrożnie podniosła się do pozycji siedzącej, mocniej oplatając ciało smoka nogami. Wiatr mierzwił jej włosy, a ona czuła się jak w pięknej bajce. Z trudem powstrzymała się od oderwaniem rąk od ciała smoka i uniesienia ich do góry. Spojrzała w dół a jej oczom ukazał się piękny krajobraz. Drzewa, rzeka, góry. Z pewnością był to jeden z piękniejszych widoków jakie w życiu było dane jej zobaczyć. Bo w końcu niecodziennie lata się na smoku.
Przymknęła lekko powieki i rozkoszowała się tą chwilą. Słońce świeciło na jej buzię i wiatr szumiał w uszach. Po chwili jednak zaczęły ją dochodzić inne odgłosy. Zdecydowanie potrafiła rozpoznać spośród nich gitarę. Słyszała też czyiś śpiew, który stawał się coraz głośniejszy i głośniejszy. Gitara grała coraz głośniej, do tego doszła jeszcze perkusja. Coś tu było stanowczo nie tak. Czyżby smok zamierzał zabrać ją na koncert rockowy?
Poderwała się z łóżka i otworzyła oczy. Przez głowę przemknęło jej tylko jedno słowo. Adam.
Zrzuciła z siebie kołdrę i z hukiem weszła do jego pokoju. Skierowała się do radia i odłączyła je od prądu.
- TY! - wskazała na niego oskarżycielko palcem. - Oszalałeś? Jest środek nocy a ty tu jakieś niewiadomokurwaco urządzasz!
- Jeeeeeeej, Pola przeginasz. Jest przecież dopiero godzina dwudziesta trzecia - próbował uspokoić siostrę. - A ja chciałem pokazać Harry'emu nową płytę Nirvany.
Pola w mgnieniu oka odwróciła głowę w stronę łóżka, na którym siedział Harry, zupełnie ignorując pochrapującego Georga spoczywającego na fotelu. Nagle dziewczyna zdała sobie sprawę, że stoi właśnie w krótkiej koszulce nocnej, do tego odrobinę prześwitującej. Zmieszana założyła ręce, i zwróciła się z powrotem w stronę Adama, ignorując fakt, iż Harry patrzył właśnie na jej nogi.
- Jeśli chodzi o Nirvanę to mogę ci ewentualnie wybaczyć. Ale ścisz to, jestem padnięta. A ty przerwałeś mi taki piękny sen!
- Jakbyś wstawała o normalnej godzinie, a nie o piątej, to byś nie miała tego problemu.
Dziewczyna prychnęła, dla efektu zarzuciła włosami, odwróciła się na pięcie i wyszła zamykając drzwi, zdecydowanie zbyt głośno.
- Ale ona zamulona, nawet się nie zorientowała, że powiedziałem jej, że pokazuję ci najnowszy album Nirvany - zaczął Adam włączając na powrót radio - a przecież Kurt nie żyje od dwóch lat...
Parę dni później, Pola siedziała w salonie tak pochłonięta lekturą, że nawet nie zauważyła, gdy dosiadł się do niej George, który był stałym bywalcem tego domu. Był najlepszym kumplem Adama, i mieszkał zaledwie parę domów dalej.
- Cześć - powiedział nieśmiało. Poli dłuższą chwilę zajęło zakodowanie, że wypowiedź była skierowana do niej, więc podniosła głowę, i zauważyła chłopaka.
-Oh. Hej - uśmiechnęła się ciepło.
- Co czytasz? - zaciekawił się.
- Władcę Pierścieni.
Na krótką chwilę zapanowała cisza, po czym George wciągnął głośno powietrze i powiedział:
- Słuchaj bo ja chciałem pogadać.. o nas. - Pola uważnie przyjrzała się jego twarzy, która teraz niewiele wyrażała. Zdołała wyczytać jedynie zmieszanie, i trochę się zaniepokoiła. Chyba nie chciał do niej wrócić? To niedorzeczne, przecież to on zerwał. Starała nie pokazać po sobie żadnych emocji, i czekała na ciąg dalszy. - Bo ten ja chciałem cię przeprosić. Nigdy nie chciałem cię skrzywdzić, jesteś dla mnie jak młodsza siostra... Ja... chciałbym żeby było między nami jak dawniej.. - Nie uszło jej uwadze, że patrzył się w dół, na podłogę, a nie na nią.
- George, ja nie chowam do ciebie żadnej urazy. Postąpiłeś tak jak czułeś.
- Wiesz, od jakiegoś czasu było mi strasznie głupio, że najpierw się z tobą spotykałem, a potem zerwaliśmy, a jak gdyby nigdy nic sobie tu przychodziłem, i musiałaś znosić moją obecność..
- Zapomnij o tym. - Przysunęła się do niego i mocno objęła, a on odwzajemnił uścisk. Poczuła się niemal jak parę miesięcy temu, i jej serce dziwnie drgnęła gdy wdychała jego zapach. Powróciły wspomnienia.
Przypomniało jej się, jak spędzali wspólnie czas, jak podwoził ją do szkoły na jego harleyu, albo jak wagarowali, jak wałęsali się nocą po mieście, lub chodzili na koncerty, do kina, na pizzę. Jak spędzali czas zamknięci na długie godziny w jej pokoju, albo w nocy oglądali gwiazdy z dachu jego domu. Przez tą jedną sekundę zapragnęła wrócić do poprzednich wakacji, które były jedne z najpiękniejszych w jej życiu. Wtedy zaczęli się spotykać.
Jednak jego uścisk był zupełnie inny, od tych dawnych. Przytulał ją jak siostrę. Nie wdychał już zapachu jej włosów, nie wodził palcem po ramieniu, ani nie dawał lekkich pocałunków w głowę. Natychmiast odgoniła od siebie te myśli. Powoli oderwała się od niego, i uśmiechnęła jak gdyby nigdy nic. Od zawsze była dobrą aktorką, więc chłopak nie zauważył zmiany w jej nastroju. Włączyła telewizor i zaczęli oglądać Jasia Fasolę, co chwilę głupkowato się śmiejąc. Ich relacje powoli wracały do normy.
W takim właśnie stanie odnalazł ich parę minut później Adam, podnosząc znacząco brwi. Usadowił się wygodnie na fotelu i spytał:
- Idziemy dziś do kina..? - Ledwo jednak wypowiedział pytanie, natychmiast został uciszony przez George i Polę. Po paru chwilach próbując zapytać jeszcze raz, oberwał książką od Poli i syknął z bólu. Książka miała twardą okładkę. Postanowił odpuścić i przyłączył się do oglądania serialu, który wyjątkowo go nudził.
W piątek całą ekipą pojechali do rzeczonego kina. W skład "ekipy" wchodzili Pola, Adam, George, Greg, Fiona, Rosie i Wendy. Dodatkowo wybrał się z nimi Harry, który najwidoczniej stał się członkiem bandy, przynajmniej na okres wakacji. Jakimś cudem wszyscy wcisnęli się do samochodu Adama. Brakowało jedynie Dylana - jej najlepszego przyjaciela, który na miesiąc wyjechał do babci. Widzieli się parę dni temu a ona już tęskni. Czasami wydawał jej się nawet bliższy od Fiony, zdawał się więcej rozumieć. Właściciel auta zajął miejsce za kierownicą, obok niego usiadła ciemnowłosa dziewczyna w okularach - Wendy, a na jaj kolanach niska Rosie. Z tyłu Pola została wręcz siłą posadzona na kolanach George'a, obok niej siedziała Fiona, piłując sobie paznokcie, obok niej z kolei siedział Harry, pogrążony w rozmowie z Gregiem, którego głowa wystawała z bagażnika. Mając nadzieję, że nie zostaną złapani przez policję ruszyli w stronę centrum.
Pola czuła się aż zbyt przyjemnie w przyjętej pozycji. Starała jednak jej się to olać i hamowała budzące się w niej na nowo uczucia. Tym razem jednak nie przypominało to miłości. Było to raczej pożądanie. Fiona i George zaczęli bawić się jej długimi włosami, a dziewczyna przyglądała się nowo poznanemu chłopakowi. Musiała przyznać, że był przystojny. Miał ładne włosy, kruczoczarne, lekko rozczochrane. Jego zielone oczy były bardzo wyraziste, jednak nie uszło jej uwadze że wygląda na zmęczonego. Było widoczne, że coś go trapiło. Gdy odwrócił głowę w jej kierunku, zorientowała się że patrzy na niego już dość długo. Nie dała jednak po sobie poznać zmieszania, po prostu się do niego uśmiechnęła, a on odpowiedział im tym samym. Resztę drogi zajęła się rozplątywaniem warkoczyków ze swoich włosów.
W kinie, po długim zastanawianiu się, w końcu wybrali film Ucieczka z Los Angeles. Greg bardzo się buntował i twierdził, że chce zobaczyć Kondom des Grauens, jednak bo wysłuchaniu wykładu Fiony, dlaczego nie ma ochoty zobaczyć filmu o krwiożerczych kondomach, niechętnie odpuścił. Fiona przyjęła propozycję filmu, było jej to wyjątkowo obojętne. Fiona i Rosie poszły po bilety, a reszta usiadła na kanapach przy popcorn-barze. Chłopacy i Wendy pogrążyli się w rozmowie na temat ostatniego meczu futbolu. Jedynie Harry siedział z boku, jakby nie wiedzieć co powiedzieć na ten temat.
- Też nie lubisz sportu? - spytała się go upijając łyk soku jabłkowego.
- Jest mi to obojętne - odparł.
- Gdzie ty właściwie mieszkasz - zainteresowała się.
- Na Privet Drive..
- Hej, Wendy tam mieszka - spostrzegła. - Znacie się ?
- Nie.. chodzę emm.. do szkoły z internatem. Wracam tylko na wakacje.
- Aha. A gdzie?
- W Szkocji.
- Hm, daleko - uśmiechnęła się. - Nie tęsknisz za rodziną?
- Nie przepadam za wujostwem. Nie lubię spędzać z nimi wakacji, ale ostatnio i tak całe dnie nie ma mnie w domu - zaśmiał się.
- A... rodzice? - spytała, niepewna, czy nie było to dość wścibskie pytanie.
- Nie żyją.
-Ahh... wybacz.
- Nie szkodzi - uśmiechnął się i spojrzał na nią. Utonęła w jego pięknym spojrzeniu, po chwili jednak odwracając wzrok na zbliżającą się Fionę. Nie wiedziała co z nią ostatnio się dzieje. Raz myśli o klacie George'a a za chwilę fascynuje się oczami Harry'ego. W kinie dla odmiany usiadła między Wendy a Harrym, z tym drugim była pogrążona w rozmowie dopóki nie zgasły światła.
_____________________________________________________________
Przedstawiam rozdział drugi.W następnym skupię się trochę bardziej na Harry'm. Jeśli ktoś to w ogóle czyta, to byłoby mi miło, gdyby skomentował. Zmieniłam zdanie, i stwierdziłam, że jednak będę powiadamiać o nowych notkach, ale tylko i wyłącznie na gadu-gadu. Podczas świąt może jeszcze dodam rozdział trzeci, zobaczy się jak z czasem, który mam trochę ograniczony. Wesołego jajka! ;-)
czwartek, 28 marca 2013
~~Rozdział 1
Pola obudziła się wczesnym rankiem. Otworzyła oczy i spojrzała w sufit pokryty gwiazdkami świecącymi w ciemności. Ziewnęła, przeciągnęła się i sturlała z łóżka zaplątana w kołdrę. W podskokach zbiegła po schodach do kuchni nie zwracając uwagi na śpiących domowników. Wypiła szklankę mleka, zjadła jabłko i wróciła do pokoju się ubrać, specjalnie tupiąc nogami koło pokoju jej brata Adama, co było zupełnie bezcelowe, ponieważ bardzo ciężko było go wybudzić ze snu. Dziesięć minut przeznaczyła na rozczesywanie jej długich do pasa ciemnych loków. Podeszła do wielkiego lustra w jej pokoju i przejrzała się w nim. Odbicie przedstawiało ładną szesnastolatkę z dużymi błękitnymi oczami i pełnymi wargami. Na policzkach miała parę piegów, dodających jej uroku. Długie włosy sterczały jej jak zwykle we wszystkie strony. Uśmiechnęła się na ten widok ukazując aparat na zęby i dołeczki w policzkach.
Otworzyła duże okno i spojrzała na powoli budzące się przedmieścia Londynu. Była mgła. Pod jej oknem stał wysoki dąb. Dziewczyna tradycyjnie weszła na niego i powoli zeszła na sam dół po przyczepionej do niego drabince. Wzięła zardzewiały i trzeszczący rower z garażu i skierowała się w kierunku miasta, ciesząc się dziwną i tajemniczą atmosferą spowodowaną przez mgłę.
Gdy dotarła już pod dom Fiony - jej przyjaciółki, zostawiła rower pod kamienicą nie fatygując się przyczepieniem go smyczą do barierki - raz, że jej nie posiadała, a dwa było jej to nie potrzebne, nikt nie zechciałby takiego roweru. Ale jej się on podobał. Przynajmniej nie musiała się martwić o kradzież. Otworzyła drzwi i weszła na obskurną klatkę schodową, w której pachniało tytoniem. Lubiła ten zapach. Wspięła się na trzecie piętro przeskakując co drugi stopień i podśpiewując pod nosem piosenkę z jakieś głupiej reklamy. Zatrzymała się przy drzwiach z nazwiskiem Darrel. Nacisnęła klamkę, ale drzwi nie ustąpiły. Wyciągnęła klucze z torby i wyszukała ten z wypisanymi markerem inicjałami F.D. Włożyła klucz do drzwi i powoli go przekręciła nie chcąc obudzić przyjaciółki. Wiedziała, że jej rodzice są w pracy, pracowali w szpitalu i oboje mieli nocną zmianę. Na palcach skierowała się do pokoju Fiony i uchyliła je cicho.
- FIONA! - krzyknęła Pola rzucając poduszką w śpiącą dziewczynę.
- Hmmm...? - mruknęła nieprzytomnie.
- Wstawaj jest taki piękny dzień, no dalej! DALEJ! - odpowiedziało jej milczenie.
Pola podeszła na palcach do łóżka i pochyliła się nad uchem dziewczyny.
- FIONA!
Dziewczyna krzyknęła i zerwała się z łóżka.
- HĘ! - rozejrzała się po pokoju i spojrzała na śmiejącą się Polę. - TY.
- Ja.
- Czy ty debilu wiesz która jest godzina?! - wycedziła Fiona przez zaciśnięte zęby.
- Emmm.. nie bardzo - powiedziała radośnie. - Czekaj.. - spojrzała na budzik na stoliku nocnym - Jest dwadzieścia po szóstej. Kawy, herbaty? - spytała przepraszająco.
- Poeobao cie yba - ziewnęła i rzuciła się z powrotem na łóżko.
- Ale Fiona - dziewczyna położyła się obok przyjaciółki. - No wstaaaawaaaaaaaaj - marudziła jej do ucha.
- No spadaj - mruknęła tylko i szturchnęła przyjaciółkę łokciem.
Po półgodzinnych namowach Fiona w końcu podniosła się z łóżka. Około godziny w pół do ósmej wyszły na zewnątrz kierując się do pobliskiej kawiarenki na rogu.
- I to jest ta twoja przepiękna pogoda?! - Fiona rozejrzała się dookoła i zapięła guziki jasnoróżowego sweterka. Pola tylko wyszczerzyła zęby i obróciła się wokół własnej osi na jednej nodze, patrząc w niebo. - No tak, czego ja w sumie mogłam się spodziewać - ziewnęła. - Ale przysięgam, że jak zacznie padać do cię uduszę.
- Nie lubisz deszczu? Czemu? Jest taki fajny.
- Ugh. Może dlatego, że psuje mi fryzurę i makijaż?
- Ah no tak zapomniałam.
W kawiarni o nazwie Rosa, zamówiły dwie kawy, dwa rogale, oczywiście na koszt Poli, która musiała jakoś zrekompensować Fionie tak wczesną pobudkę. Lokal świecił pustkami, i Pola była w prawie stu procentach pewna że były tu pierwszymi klientkami. Pogrążyły się w rozmowie na temat niedawno zaczętych wakacji i o tym że został im tylko rok nauki w liceum, a potem muszą wybrać college. Były całkowicie pewne, że będą musiały rozstać się z Rosie, która miała tak dobre wyniki w nauce, że rodzice chcą ją wysłać do Yale.
Fiona właśnie opowiadała jej o nowym teledysku Michaela Jacksona, gdy Pola spojrzała w szybę znajdującą się z jej lewej strony. Zauważyła tam dziwną zakapturzoną postać.
- ... no i na refrenie zaczął tak fajnie tańczyć..eee... Pola? - Fiona pstryknęła jej palcami przed nosem.
- C-co? - przeniosła wzrok na przyjaciółkę, która teraz patrzyła w szybę, za którą teraz nikt nie stał.
- Znowu mnie nie słuchasz.
- Wydawało mi się, że coś tam było, taka dziwna postać w kapturze... - Fiona spojrzała na nią wzrokiem pełnym politowania.
- Hmmm.. może Jedi? Niech moc będzie z tobą.
- Nie ważne. - Pola wróciła do konsumowania swojego rogala, chociaż całkiem straciła apetyt. Utkwiła wzrok w przyjaciółce która właśnie wyciągnęła z torebki lusterko i malowało usta błyszczykiem.
Fiona Darrel była ładna. Miała duże piwne oczy, mały nosek i brązowe,proste włosy za ramiona. Była też posiadaczką dużego biustu i długich nóg. Miała powodzenie u chłopaków. Była pewna siebie, często przeklinała, lubiła wygodę. Ale nie była pustą lalą co to, to nie. Jak się ją bliżej pozna, można zauważyć, że jest uczciwa i lojalna.
- No i co się patrzysz, pączka ci obiecałam? - spytała unosząc brwi i chowając błyszczyk do czarnej torebki. Pola otrząsnęła się z zamyślenia i uśmiechnęła się. - Co się szczerzysz? Mam coś na czole? - Wyciągnęła ponownie lusterko i zmarszczyła brwi. - Kurwa, ogarnij.
- Idziemy?
- Spoko.
Wchodząc do domu Poli, usłyszeli dźwięk włączonego telewizora. Skierowały się na górę mijając brata Poli i jego przyjaciół: George'a Browna i Grega Stinsona oglądającego mecz.
- Ożesz w dupę co to za dziadostwo? - krzyknęła Fiona pokazując na wielką figurę smoka stojącego w kącie jej pokoju.
- To jest smok. Dostałam od Adama na urodziny. Fajny nie? Nazwałam go Smok.
- Oryginalnie - mruknęła i rzuciła się na wielkie łóżko Poli. - Twój pokój jest dziwny. Czuję się jakbym była w jakimś równoległym świecie, albo pokoju kosmity.
- O co ci chodzi? - Pola zajęła miejsce obok przyjaciółki.
- O te naścienne malowidła, podarte zasłony, masę książek, dziwne smoki, plakaty ze stworzeniami które nie istnieją, wymieniać dalej?
- Nie, nie trzeba. Chyba wiem o co ci chodzi.
Po dwóch godzinach, zgłodniały, więc zeszły do kuchni zrobić sobie coś do jedzenia. W kuchni siedziało czterech chłopaków. Adam, Greg, George - jej były chłopak, oraz osoba której jakoś nie mogła skojarzyć. Miał kruczoczarne włosy i zielone oczy skryte za okrągłymi okularami. Adam i George byli od niej dwa lata starsi, a Greg tylko o rok. Adam był wysokim, niebieskookim blondynem, marzenie każdej dziewczyny. Fiona też na niego leciała, ale dała już sobie spokój. Lubił dowcipkować i grał na gitarze. George Brown miał długie ciemne włosy i lekki zarost, oraz tunele w uszach. Widocznie unikał jej spojrzenia, zresztą ona też nie była chętna do rozmowy z nim. A Greg najbardziej się spośród nich wyróżniał. Był niższy, chudszy i miał włosy ufarbowane na niebiesko i postawione na żel.
- Hej Pola, Fiona, to jest Harry.
- Cześć - powiedziała Fiona przysiadając się do stołu i zaczynając rozmowę z Gregiem na temat niejakiej Mary Wilson, którą podobno przyłapano z narkotykami.
Pola uśmiechnęła się ciepło i zaczęła robić kanapki. Popołudnie miło spędziła wśród znajomych, robiąc plany na wakacje. Zdobyła się nawet na uśmiech do George'a, który odpowiedział jej nieśmiało tym samym. Miała nadzieję, że ich relacje wkrótce wrócą do normy i będą mogli ze sobą rozmawiać, jak dawniej, zanim zaczęli się spotykać.
~~Prolog
Pola nigdy nie była normalną nastolatką. Zawsze miała swój własny świat, zapełniony książkami fantastycznymi, muzyką, różnymi dziwnymi stworzeniami. Na lekcjach siedziała myśląc o niebieskich migdałach, czasem pogrążona w rozmowie ze znajomymi. Nie miała pojęcia, że jej szczęśliwe i ułożone życie tak drastycznie się zmieni gdy spotka na swojej drodze pewnego czarnowłosego chłopaka o przenikliwym, zielonym spojrzeniu.
Prawdziwa miłość jest ogromną mocą, nie widzi granic. Sprawia, że każda chwila może być piękna, nawet ze świadomością, że wszędzie czai się śmierć. To bezgraniczna ufność do drugiej osoby. Miłość jest piękna, lecz rani. Zadaje potworne rany.
Harry był Wybrańcem. Musiał stoczyć walkę z samym Lordem Voldemortem, wielkim czarnoksiężnikiem, który pozbawił życia wielu ludzi, w tym jego rodziców. Świadomość, że to on jest odpowiedzialny za to jak potoczą się losy całego świata potrafi być przytłaczająca. Jego życie dodatkowo skomplikuje fakt, że zakocha się w pięknej mugolce...
___________________________________
No hej, oto pierwsza notka. Trochę krótka, ale to w końcu tylko prolog. Następne będą dłuższe.
Nie powiadamiam o nowych notkach.
Rozdziały będą ukazywały się rzadko, i to że przez długi czas nic się nie pojawiło, nie oznacza że rzuciłam pisanie :)
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)